W pewien nie całkiem chłodny jesienny weekend odwiedzili nas Ania i Andrzej Kubiczowie.
Wybraliśmy się razem z nimi na Stone Mountain, Kamienną Górę, która położona jest
jakieś 15 kilometrów od nas.
Babcia Zosia pomaga mi wejść na siodło na mamy plecach.
Udało mi się wejść na mamy plecy. Wio, do góry!
Pobiegałabym, a boję się. Trochę zbyt mała jeszcze jestem na to bieganie.
Coś mi dało głęboko do myślenia, ale już nie pamiętam, co to było.
Też tata nie masz nic do roboty, tylko mi zdjęcia trzaskać. Ponosiłbyś mnie lepiej.
Dotarliśmy na górę. Lornetka do podglądania Atlanty służy mi do wieszania się z niej. Popatrzyłam też przez
nią chwilę, ale mi się szybko znudziło. Tylko 10 sekund potrafię się skupić na jakimś obiekcie, ale to
podobno normalne.
Trzeba dać buzi dziewczynce zza szyby, to wtedy dziewczynka zza szyby też da mi buzi.
Najpierw schodziłam w dół z tatą, ale potem dołączyła do nas również mama. Nauczyłam się wieszać rodzicom na rękach!