Po Tongariro Crossing udaliśmy się dalej na południe. Dotarliśmy do Wellington, stolicy Nowej Zelandii
i przepłynęliśmy Cieśninę Cooka dzielącą dwie główne wyspy Nowej Zelandii - Wyspę Północną i Wyspę Południową.
Widocznie wielkiemu kapitanowi skończyły się pomysły na nazwy geograficzne, więc nazwał wyspy nowozelandzkie
po prostu "Północna" i "Południowa".
Zatrzymaliśmy się na nocleg w miejscowości Paraparaumu, co po maorysku oznacza podobno
okruchy z kuchni. Wzięło się to podobno stąd, że maoryska wyprawa wojenna
zamiast żywności zastała jedynie okruchy w kuchni. Nie bardzo się tym przejęłam, bo
w końcu żywię się mlekiem mamy, a nie jakimiś tam okruchami, no i nie jestem maoryską.
W Paraparaumu był za to fajny park zabaw i jeszcze fajniejsze huśtawki.
Kapiti Island (w tle - za wydmą, roślinnością i oceanem) jest ścisłym rezerwatem ptaków.
Nie wpuszczają tam zwykłych turystów, tylko trzeba się zapisać w kolejce i długo czekać, ponieważ dziennie
może popłynąć tam najwyżej 50 osób.
Ale było zimno - cieśnina Cooka przywitała nas mżawką i silnym wiatrem. Tak silnym, że mama
schowała mnie całkowicie pod kurtkę i zapięła nade mną zamek! Wtedy dopiero było mi ciepło.
Mój pierwszy kontakt z wodą poza wanienką do kąpania - jeziora Nelson.
Wskoczyłabym sobie do jeziora, ale chyba już zapomniałam, jak się pływa pod wodą. Ostatnio
zresztą jak pływałam, to miałam aparat do oddychania (pępowinę). Chyba jednak nie będę dziś
próbować.
Zwiedzamy wąwóz rzeki Buller (
Buller Gorge). W 1929 roku miało tu miejsce bardzo silne
trzęsienie ziemi.
Przesunęło ono poziom gruntu gdzieniegdzie nawet o pięć metrów, tworząc wąwozy takie, jak ten na zdjęciu.
Zatrzymaliśmy się na odpoczynek nad rzeką Buller. Przeszliśmy po najdłuższym w Nowej Zelandii moście linowym
i siedzimy sobie nad rzeką grzejąc się w słoneczku. Ja, niestety, będąc stworzeniem nie lubiącym światła słonecznego
- cierpię najbardziej.
Trafiliśmy do miejscowości Punakaiki, słynnej z osadowych formacji skalnych przypominających naleśniki
położone jeden na drugim. Jak widać na zdjęciu, wolałam spać, niż oglądać jakieś tam skały...