22 września 2003 - strzyżenie we wzorki
W piątek minął nam ósmy tydzień, odkąd się urodziłam. Rodzice moi wredni nie chcieli mi dać
torta, tylko go sami zjedli. No ale ja przynajmniej go trochę posmakowałam w mleku mamy.
Jakieś takie słodsze było i o smaku orzechowym. Mniam.
Trochę się rozchorowałam - wygląda na jakieś przeziębienie. Pan doktor powiedział, żeby do
niego zadzwonić, jeślibym straciła apetyt, albo miała gorączkę powyżej 38 stopni. Ale do tej
pory nic takiego nie występuje. Tata twierdzi, że katar nie leczony trwa tydzień, a leczony
- siedem dni. Czekamy, a tym czasem mama wyciąga mi z nosa jakieś obrzydliwstwo za pomocą
gumowej gruszki. A fe.
Chyba pójdę spać. Ale jak tu spać, jak nos zatkany?
Mam już dość tej choroby. Mama, daj coś zjeść, to może dostanę jakichś antyciał, żeby mi pomogły w walce z tym wirusem?
Mama znalazła w jakimś mądrym miejscu na Internecie, że małe dzieci, takie jak ja, najlepiej widzą obrazy
(proste wzory) o dużym kontraście. Można sobie stamtąd było ściągnąć i wydrukować kilka takich wzorków.
Mama sprytnie porozwieszała mi te wzorki nad moim miejscem do wylegiwania się.
Efekt był piorunujący. Normalnie nie zatrzymuję wzroku na byle czym, ale te wzorki zajmowały moją
wyobraźnię całe pół godziny. To nie byle co!
Poszliśmy w odwiedziny do Łosiów. Mały Grześ podobno co zobaczy malucha takiego, jak ja to krzyczy
Ania!!.
Grzesiu mnie zaczepiał, ale nie miałam ochoty na konwersacje. Właśnie zjadłam i coś bym pospała.
Grzesiu mnie trzyma na rękach! Pomaga mu Kasia, jego mama. Nawet krzyczał na nią, żeby sobie poszła, bo on chciał mnie sam
trzymać. Grzesiu musi jeszcze trochę podrosnąć, bo na razie jest za słaby na takie wyczyny.
Odwiedziłam po raz pierwszy w życiu polski sklep
Kurpianka w Atlancie.
Moi rodzice tu już dawno nie byli, a ja nigdy. No, może byłam ze dwa razy, jak byłam w brzuszku u mamy,
ale nie pamiętam.
Tata domagał się, by go mama obstrzygła, no i w końcu dostał to, co chciał. Mama z rozpędu ostrzygła i mnie.
Tata ledwie zdążył polecieć po aparat...
Strzyżenie dobiega końca. Tata nazywa mnie teraz "łysa". Ciekawe, co to znaczy?
A oto i efekt strzyżenia - aniołek.
Rozmawiam właśnie z misiem pandą i opowiadam mu o moich traumatycznych przeżyciach z ubiegłego tygodnia.
W skrócie: strzyżenie we wzroki!