Mama ubiera mnie do mojej pierwszej wielkiej podróży - jadę z rodzicami do domu! To całe 16 kilometrów, naprawdę wielka podróż.
Ciągle jeszcze nie mogę uwierzyć, że jadę do domu, ale na wszelki wypadek przed taką wielką podróżą trzebaby coś zjeść. Nie ma przeproś, mama musi dać cyca.
Cała rodzinka Majorków w komplecie. Nikogo nie brakuje.
Dotarliśmy już do domu, mama nakarmiła mnie znowu, a tata ułożył mnie w moim nowym łóżeczku z moim własnym misiem.
Miś, dzielny obrońca dzieci, czuwa na straży mojego snu.
Sen to mam mocny. Odwiedził mnie dziś mały Grzesiu (synek Łosia) i nauczył się ładnie wołać mnie "Ania!", ale pomimo wielokrotnych prób Grzesia i tak się nie obudziłam.